Komunikacja kiedyś i dziś

Godne uwagi? Podaj dalej: Email this to someone
email
Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Print this page
Print

Przyznam Ci się, że należę do pokolenia, którego dzieciństwo przypada na lata 80-te, choć podobno to niepopularne chwalić się takim wiekiem. Podczas wakacji miałam możliwość odbycia sentymentalnej podróży w czasie. Dokąd? O tym na koniec. Otworzyła mi ona oczy na to, jak bardzo zmieniła się nasza obecna komunikacja w porównaniu do tej z moich szczenięcych lat.

Niby pamięta się jak to kiedyś było, ale spotkanie z przedmiotami z dzieciństwa działa jak wehikuł czasu i ożywia wspomnienia. Znając obydwa „światy”, twierdzę, że różne style życia wpłynęły na to, jak porozumiewają się zarówno dorośli, jak i dzieci.

Porozumiewanie się kiedyś i dziś

Jako ludzie wciąż potrzebujemy się ze sobą komunikować, ale zmienił się całkowicie kontekst tej komunikacji.

Przede wszystkim pojawił się Internet, a wraz z nim media społecznościowe. To diametralnie zmieniło sposób i jakość naszego porozumiewania się. Niektórzy nazywają Internet narzędziem do komunikowania się. Ja uważam, że to nie jest wyłącznie narzędzie, lecz alternatywny świat.

Internet to jest dawne podwórko i encyklopedie wszystkich bibliotek. Internet to jest babcia i dziadek, a dla niektórych nawet matka i ojciec. Młodzi mają takie powiedzenie, że jak nie ma cię w sieci, to nie istniejesz. Powstały dwa równoległe życia, które prowadzimy – to w sieci i to w „realu”.

Kiedyś dzieci i młodzież najczęściej porozumiewali się ze sobą głosowo, werbalnie przez rozmowy osobiste, ewentualnie przez telefon. Dziś piszą krótkie wiadomości, a raczej wysyłają sobie obrazki lub filmiki. Ewentualnie komentują to, co znaleźli w sieci. Nie są obok siebie, nie są razem tylko na odległość. Na odległość smartfona, który stał się ich światem.

Podwórko dawniej i dziś

Kiedyś, gdy dziecko chciało nawiązać kontakty z rówieśnikami, wychodziło na podwórko. Tam zawsze ktoś był, a jeśli nie, to się go wołało: „MOOO-NIII-KAAA! AAAA-NIAAA! AAAA-GAAA-TAAA! Przyjdziesz na podwórko?”. Może Cię zdziwi, dlaczego się „darliśmy” zamiast zadzwonić domofonem. Spieszę wyjaśnić, że domofonów też nie było, a nikomu nie chciało się biegać po piętrach.

Podwórko było miejscem, gdzie uczyliśmy się relacji międzyludzkich. Czasem ktoś dostał po nosie, bo koledzy i koleżanki walczyli o palmę pierwszeństwa w grupie. Dziś nie jest inaczej, tylko zmieniło się miejsce i  narzędzia.

Gdy dzisiejsze dziecko chce nawiązać kontakt z rówieśnikami, nie szuka ich na podwórku, bo ich tam nie znajdzie. Na placach zabaw przebywają głównie maluchy ze swoimi opiekunami. Nie uświadczysz tam dzieci w wieku szkolnym. A jeśli już to z nosem wlepionym w smartfon  lub przechwalających się parametrami urządzeń.

Współczesnym podwórkiem stały się media społecznościowe: Facebook Messenger, Whatsapp i inne komunikatory. Reguły podobne, ale powiedziałabym, że walka o przywództwo w grupie stała się bardziej bezwzględna.

FOMO

FOMO (Fear of Missing Out) czyli strach przed tym, że ominie ich jakaś ważna informacja lub zdarzenie to kolejny mechanizm, który działa w Internecie, a szczególnie w mediach społecznościowych. Ten strach dotyka nie tylko dorosłych, ale też dzieci. I to w coraz młodszym wieku.

Jak to wirtualne podwórko wpłynęło na komunikację? To zapewne temat na osobny bardzo długi artykuł, albo nawet na pracę naukową. Sądzę, że istnieją badacze tego zjawiska, którzy mogą wiele o nim  powiedzieć. Ja ograniczę się tylko do skomentowania samego stylu komunikacji.

Swoisty slang młodzieżowy jest zjawiskiem normalnym. Nie przywiązywałabym do niego większej wagi. Młodzież w każdych czasach miała własny odmienny sposób porozumiewania się. Tak samo jest też obecnie.

Dla mnie jako miłośnika słowa najsmutniejsze jest to, że słowo pisane zostaje wyparte prze obraz. Całkowicie. Nie mówię tu o używaniu emotikon w potocznym pisanym przekazie językowym. Mówię o całkowitym wyparciu słowa pisanego przez skróty językowe i obrazy.

Zjawisko bardzo niebezpieczne i bardzo powszechne w dziecięcej i młodzieżowej komunikacji na internetowym podwórku. Nasuwa mi się taka myśl: czy to jest moment, w którym ludzkość zaczyna się cofać do pisma obrazkowego?

A czy zastanawialiście się kiedyś, jak fakt przeniesienia komunikacji do mediów społecznościowych wpływa na lęk przed mówieniem, przed werbalnym głosowym porozumiewaniem się z innymi? Ja się nie zastanawiałam aż do tej chwili. Przyszło mi to do głowy dopiero teraz podczas pisania artykułu. Pozostawiam do przemyślenia.

Kontakt z drugim człowiekiem

Tu również wiele się zmieniło.  Kiedyś rozmawiało się z innymi  bezpośrednio, dziś szuka się o innych informacji w sieci, zamiast zadzwonić i zapytać po prostu: „co u ciebie słychać”.

Co więcej na podstawie informacji znalezionych w sieci chcąc nie chcąc buduje się obraz życia drugiego człowieka. Nie dla wszystkich jest oczywiste, że to, co pokazujemy w sieci jest kreacją. Publikujemy dużo osobistych informacji, zatem nie dziwmy się, że inni nie mają potrzeby zadzwonić do nas i zapytać: „Hej! Co u Ciebie, a może byśmy się spotkali.” Ciekawość drugiego człowieka zostaje zaspokojona w sieci.

Taki a nie inny sposób porozumiewania się w mediach społecznościowych sprawił, że relacje międzyludzkie stały się powierzchowne. To prowadzi do wielu nieporozumień, a nawet konfliktów gdy już dojdzie do interakcji w niewirtualnym świecie. Bo nie umiemy ze sobą rozmawiać.

Ok, z gruntu psychologii wróćmy do komunikacji jako takiej.

Media elektroniczne

Dawniejsze media elektroniczne to tylko radio, telewizor z dwoma kanałami i telefon. Nie wliczam w to krótkofalówek, z których korzystali nieliczni.

Dziś mamy do dyspozycji setki kanałów komunikacyjnych, z których bombardowani jesteśmy informacjami w każdej sekundzie.

Osoby świadomie rezygnujące z konta na Facebooku albo z posiadania telewizora w domu spotykają się z niezrozumieniem ze strony innych lub wręcz z ostracyzmem.

Nigdy wcześniej tak, jak teraz nie mieliśmy dostępu do tak wielu informacji i nigdy wcześniej tak jak teraz nie byliśmy w nich tak bardzo zagubieni. Dla osób, które mają problem z rozumieniem komunikatów werbalnych to bardzo poważna przeszkoda w codziennym funkcjonowaniu.

Gdy patrzę na to, jak dalece zmieniło się rozumienie mowy u dzieci przedszkolnych tylko na przestrzeni ostatnich kilku lat, obawiam się, że problem z rozumieniem komunikatów będzie się bardzo szybko pogłębiał.

Czytanie jako sztuka magiczna

I kolejna różnica, czyli sposób na naukę czytania. Kiedyś opierano go na jednej metodzie (literowej), co też nie było dobre. Jak to bywa z każdą metodą: dla jednych była wystarczająca, dla innych nie.

Chcę tylko podkreślić, że od „tamtych” czasów czytanie urosło do rangi sztuki magicznej. Przyczyna tego stanu nie leży w metodach. Przyczyna leży w tym, czym karmiony jest mózg dziecka. Jeżeli karmiony jest łatwo strawną papką obrazkową, to nie ma mowy, by zechciał przyswoić coś konkretnego, jak na przykład słowo pisane, którego odbiór wymaga wysiłku.

Podsumowanie

Ten artykuł to nie jest hymn pochwalny na cześć dawnych czasów. To pokazanie różnic w sposobie komunikacji.

Tym co zmieniło dramatycznie komunikację międzyludzką w ciągu ostatnich dwudziestu lat jest Internet i media społecznościowe. Mogą być one narzędziem lub równoległym światem. Ty wybierasz. Nie tylko za siebie. Też za swoje dzieci, bo one uczą się przez obserwację.

Jeśli dotarłaś / dotarłeś aż do tego miejsca i chcesz się dowiedzieć, gdzie odbyła się moja podróż sentymentalna, to już podaję: Muzeum Sentymentów w Kowarach. Polecam odwiedzenie tego miejsca, choćby dla samego poznania, jak to kiedyś było. To nie jest wpis sponsorowany, ale polecenie płynące z serca. Poniżej kilka zdjęć z ekspozycji.

Półkotapczan. Pokój, a raczej łóżko dziecka i nastolatka lat 80. Składało się to to, pościel przypinając pasami, A w środku plakaty muzycznych idoli!

 

Tornister. Zapomniane wyposażenie każdego ucznia klasy pierwszej. Występuje jeszcze w niektórych testach do badania mowy. Niestety żadne z dzieci nie rozumie już znaczenia tego słowa, dlatego wstawiam ilustrację.

 

Książki z dzieciństwa. Czytało się po sto razy te same. To jakoś dobrze wpływa na utrwalenie umiejętności czytania. Za każdym razem więcej się rozumiało.

 

Podstawowa książka do nauki czytania w “tamtych” czasach. Jak widać – w tytule nie ma mowy o żadnych metodach, a jednak większość z nas opanowała tę trudną sztukę.

 

Jeśli chodzi o nasze zamiłowanie do obrazków, to wyrażało się ono w zbieraniu historyjek obrazkowych ukrytych w gumie “Donald”. To coś jak niespodzianka w jajku z niespodzianką. Na przerwach kwitł handel wymienny i wymienialiśmy się nimi między sobą.

Artykuł był długi, więc ucieszy mnie każdy, kto dotarł do ostatniej kropki. Jesteś w tym gronie? Super! Proszę, napisz w komentarzu słowo: „kropka”, a będę wiedzieć, że udało Ci się doczytać do końca. Możesz też podzielić się swoimi myślami. Dzięki!

Ostatnia kropka: .