Czy każde dziecko wcześnie czytające polubi czytanie w przyszłości?

Godne uwagi? Podaj dalej: Email this to someone
email
Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Print this page
Print

Ten artykuł piszę nie z perspektywy logopedy, którym jestem, nie z perspektywy specjalisty, który propaguje różne metody nauki czytania, ale perspektywy mamy. I zacznę z “grubej rury”: nawet jeśli Wasze dziecko nauczy się czytać we wczesnym dzieciństwie i na tym etapie go to cieszy, to nie daje Wam żadnej gwarancji, że gdy będzie starsze, tak samo będzie kochało czytanie.

“Bang!” już było to teraz do rzeczy.

Nasza przygoda z czytaniem

Jestem mamą nastolatka. Od bardzo wczesnego dzieciństwa mojemu synowi czytałam dużo, bardzo dużo. Gdy był kilkumiesięcznym brzdącem pięknie fiksował wzrok na obrazkach. Wspólne oglądanie ze mną książeczek, słuchanie wierszyków, czytanych bajek było dla niego atrakcyjne. Nigdy go też nie uczyłam czytać żadną z metod. Pamiętam, że gdy już chodził i gadał jak najęty, czytałam mu książeczki przynajmniej raz dziennie, wodząc palcem pod tekstem. W pewnym okresie zaczął dopytywać, gdzie są w tekście konkretne wyrazy. Zrozumiałam, że właśnie uczy się czytać całowyrazowo. Gdy miał trzy lata przeczytał pierwsze zdanie.

Era po pierwszym przeczytanym zdaniu

Początkowo myślałam, że recytuje z pamięci, bo była to jedna z książek, które często czytaliśmy, zaczęłam więc „na wyrywki” szukać w książce innych zdań do przeczytania. Ku mojemu zdumieniu on… naprawdę czytał!

Trudno mi było w to uwierzyć, tym bardziej, że znałam go jak samą siebie. Spędzałam z nim mnóstwo czasu i nie było możliwości, żeby ktoś go nauczył czytać za moimi plecami. Radość i duma były ogromne. On też chętnie sięgał do książeczek i czytał coraz więcej sam. Nie potrzebował do tego żadnej zachęty. Sprawiało mu to po prostu radość. Mimo, że czytał już samodzielnie, to nasze wspólne rytuały pozostały. Nadal czytałam mu często i sprawiało nam to obojgu frajdę.

Szkolny etap nauki czytania

Okres nauki czytania w szkole „opłynął” nas zupełnie. Moje dziecko znało wszystkie litery i szło do szkoły płynnie czytając. Chętnie sięgał do dziecięcych książeczek, które sam sobie czytał. Potem nastał okres nauczania początkowego, w którym  dzieci doskonaliły umiejętność technicznego czytania na głos.

Ze szkoły co miesiąc przynosił wydrukowaną tabelkę z instrukcją, że dzieci mają czytać rodzicom na głos codziennie przez 6 dni w tygodniu, co trzeba było potwierdzić własnoręcznym podpisem obu stron (rodzica i dziecka). Czas czytania stopniowo się wydłużał. Zaczęło się od 10 minut w pierwszej klasie a skończyło na 20 minutach w klasie trzeciej.

… i co było dalej?

Po tym okresie, to jakby ktoś podmienił mi dziecko. Chętnie czytający kilkulatek zmienił się w nastolatka, który ma obrzydzenie do czytania. Oboje rodzice w domu czytają często: książki fabularne, specjalistyczne, czasopisma specjalistyczne. Dziecka do czytania nie zaciągniesz „wołami”.

… i co z tego może wynikać dla Ciebie

Dlaczego to wszystko piszę? Na pewno nie dlatego, by się żalić. Chcę tylko, żebyście wiedzieli, że żadna metoda wczesnej nauki czytania nie da Wam gwarancji, że Wasze dziecko JUŻ ZAWSZE BĘDZIE KOCHAŁO CZYTANIE. Gdy opowiadam naszą historię różnym osobom, to nagle inni zaczynają opowiadać swoje, o podobnym przebiegu.

Jeśli chcesz uczyć dziecko wczesnego czytania –ok. Jeżeli ono wykazuje tym zainteresowanie – świetnie! Jeśli jest podatne na taką czy inną metodę – wspaniale!! Jeśli możesz wprowadzić czytanie w formie zabawy – doskonale!!! Nie licz tylko, że to załatwi na całe życie Twoje i dziecka problem z czytaniem. Dziecko ma w życiu różne etapy: fascynacji i ucieczki od czegoś. Chcę wierzyć, że to normalne procesy rozwojowe. Ale muszę się o tym przekonać doświadczalnie. My czekamy na fazę ponownej fascynacji czytaniem u naszego 🙂

I prośba na koniec

Uprzejmie proszę znawców wszelakich metod czytania o zachowanie rad technicznych dla siebie i niepodawanie recept pod tym artykułem. Nie powstał on po to, by omawiać konkretne metody, ani tym bardziej by je punktować, nawet nie po to by szukać przyczyny tego stanu rzeczy. Ale po to, by pokazać Czytelnikom (których bardzo szanuję), że jednak nie mamy pełnej kontroli nad rozwojem dziecka i pewne sytuacje i tak się nam wymkną, choćbyśmy nie wiem, jak pozytywne wzorce dawali i choćbyśmy nie wiem, jak stymulowali. Człowiek to jest człowiek, a nie maszyna, którą się zaprogramuje. Emocje są poza systemem sterującym.

Czy nasza historia to dowód, że nie warto uczyć wczesnego czytania? Ależ skąd! Warto uczyć, ale nie warto sobie po wczesnym czytaniu obiecywać wszystkiego.

Jeśli chcesz, podziel się swoją historia w komentarzu pod artykułem. Albo podziel się tą historia z innymi.