Czego nauczyło mnie bycie autorem artykułów?

Bycie autorem to dla mnie spory kawałek rzeczywistości zawodowej. Tak w wymiarze długiej perspektywy czasu, jak i w codziennych działaniach. Być może też zastanawiasz się, czy to droga dla Ciebie? Poczytaj o moich doświadczeniach i zobacz, jak to jest być autorem.

Pierwsze doświadczenia

Moje pierwsze doświadczenia sięgają czasu tuż po studiach (czyli blisko dwadzieścia lat wstecz – w chwili gdy to piszę). Wówczas byłam autorem artykułów do czasopisma o grafice komputerowej, a dokładniej o Photoshopie. Pisałam artykuły nazywane tutorialami. To taki rodzaj krótkich poradników o tym, jakie kroki wykonać, aby osiągnąć określony efekt.

Później pojawił się blog, na którym właśnie jesteś. Logopedia Praktyczna jako blog powstała w 2010 roku i od tamtego czasu zamieszczam na niej artykuły, w których mówię o szeroko pojętych zagadnieniach logopedycznych z praktycznego punktu widzenia. Jestem też autorem artykułów logopedycznych do czasopism o tematyce edukacyjnej.

Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego jak dużą część czasu poświęcam na pisanie. Jeśli wliczyć w to posty do mediów społecznościowych, to właściwie tworzę codziennie 🙂

Czy było to moim planem, marzeniem? Raczej nie było to celem samym w sobie, a jedynie drogą do realizacji innych zawodowych marzeń. Czy lubiłam pisać wypracowania jako uczennica szkoły podstawowej i średniej? Hmmmm… Trudno powiedzieć. Na pewno nie byłam osobą, która miała lekkie pióro, więc za pisanie powieści raczej się nie wezmę 😉 Ale umiejętność pisania można u siebie w pewnym stopniu wykształcić i udoskonalić. Pomaga w tym… ciągła praktyka.

Jak powstają  artykuły na blog – wena czy plan?

Blog nadal pozostaje jedną z popularnych form pokazywania siebie w Internecie i wiele osób rozważa jego założenie. Takie osoby zadają sobie pytanie, jak powstają artykuły na blog? Czy pod wpływem weny, czy raczej jest to jakiś misternie przygotowany plan.

Blog jest moim miejscem i to ode mnie zależy, o czym piszę. Mogłabym pisać właściwie o tym, co mi w duszy gra! Tak podchodziłam na początku prowadzenia bloga i tak robi wielu autorów, którzy sprawdzają, czy pisanie bloga im się spodoba. Jest to wówczas swoistym hobby. Inaczej sprawy się mają, jeśli blog jest częścią większego projektu zawodowego. Wtedy nie ma czekania na wenę, tylko trzeba nauczyć się wzbudzać ją w sobie.

Jak wygląda tworzenie artykułów dla czasopism?

Podobnie jest w sytuacji, gdy piszę artykuły dla czasopism. Ogólną tematykę artykułów ustalam z wydawcą podczas nawiązywania umowy. Jestem też zobowiązana dostarczać gotowe artykuły w wyznaczonym czasie. W razie nieterminowego wywiązywania się z umowy autora czekają niemiłe konsekwencje. Mogą to być nawet kary umowne. Wydawcy muszą w ten sposób zabezpieczać swoje interesy, ponieważ są związani całym procesem wydawniczym.

Taki tekst dostarczony przez autorów musi następnie przejść przez wiele rąk. Po pierwsze zajmuje się nim korektor lub nawet kilku korektorów  – w zależności od praktyk stosowanych przez dane wydawnictwo. Muszą wyłapać wszystkie literówki, błędy interpunkcyjne, stylistyczne i niejasności. Następnie artykuły trafiają do osoby, która zajmuje się składem, czasopisma czyli rozmieszczeniem tekstów i obrazów na stronach tak, by wszystko dobrze się prezentowało. Później czasopismo trafia do drukarni lub osoby, która przygotowuje plik do publikacji elektronicznej.

Opóźnienie na każdym etapie, czyli także na etapie powstawania artykułów powoduje, że cały proces wydawniczy może zostać opóźniony. Wydawnictwa nie mogą sobie na to pozwolić, więc stawiają autorom dość wysokie wymagania dotyczące terminowości.

Czego nauczyło mnie bycie autorem?

Pisząc dla wydawców czasopism nauczyłam się samodyscypliny i terminowości. To wszystko przez dedline’y, których trzeba stale pilnować. 🙂

Jedną z najtrudniejszych rzeczy w takich współpracach wydawniczych wcale nie jest znalezienie tematu, choć to też niełatwa sprawa. Dla mnie najtrudniejsze jest „docięcie” artykułu do pożądanej ilości znaków i to w taki sposób, by nadal stanowił spójną, sensowną całość.

Honorarium autora za teksty to tak zwana wierszówka. Często jest przeliczana nie na wiersze, ale na liczbę znaków ze spacjami. Wydawnictwo umawia się z autorem na limit znaków do danego artykułu (nie mniej niż… nie więcej niż….) i rozliczają się według uzgodnionej stawki za daną liczbę znaków. Moją bolączką jest właśnie skracanie artykułów, bo zmieściły się w zadanej liczbie znaków 🙂 Zajmuje to niekiedy drugie tyle czasu, co napisanie artykułu. Ale uczy jasnego i konkretnego przekazywania myśli.

Harmonogram artykułów, które mają powstać dla czasopisma może być pewnym utrudnieniem, jeśli do tej pory tworzyło się pod wpływem weny. Ja zawsze na początku współpracy zastanawiam się, czy będę miała o czym pisać. Czy nie zabraknie mi pomysłów na tematy. To właśnie nauczyło mnie wzbudzania w sobie weny i tworzenia listy pomysłów na artykuły.

Pisząc tutoriale nauczyłam się pokazywania, jak krok po kroku osiągnąć zamierzony, cel. Tę umiejętność często wykorzystuję w webinarach i kursach, które tworzę.

Pisząc artykuły dla czasopism mam też świadomość, że mówię do osób, które niekoniecznie mają taką samą wiedzę w danym temacie, więc uczę się przekładania „z polskiego na nasze”, czyli takiego wyrażania myśli, takiego przekazywania wiedzy, by moje teksty zrozumiał ktoś, kto ma inny poziom wiedzy na dany temat. Ta umiejętność bardzo przydaje mi się, gdy przekazuję wiedzę rodzicom moich podopiecznych. ale też w prowadzeniu bloga – w końcu to logopedia PRAKTYCZNA! 🙂

Jakie cechy utrudniają bycie autorem?

Perfekcjonizm. Prowadzi do tego, że czytasz napisane przez siebie artykuły po raz kolejny i kolejny i cały czas coś poprawiasz, wygładzasz, nazywasz inaczej, bo wydaje Ci się, że można coś lepiej ująć.

Kryzysy twórcze. Pojawiają się u każdego. Piszę to jako autor bloga. Moje najdłuższe kryzysy trwały nawet kilka miesięcy. W tym czasie nie pisałam, nie publikowałam. Podczas takich kryzysów brakuje pomysłów, o czym pisać, a czasem ma się po prostu dość tego pisania i chce się od niego odpocząć, a nawet uciec definitywnie. Jak widzisz – nie dałam pochłonąć się kryzysom i dalej piszę, choć nie mam pewności czy jeszcze jakiś mnie nie dopadnie, ale teraz będę już znacznie lepiej na niego przygotowana 🙂

Nadmierne przywiązywanie wagi do tego co się pisze, nadawanie temu zbyt wielkiej rangi. To też jeden z powodów pojawiania się kryzysów. Zejście z tego piedestału zdecydowanie pomaga w kreatywności autorskiej 😉 Nie o to chodzi, żeby pisać byle co i byle jak, ale też nie nadawać temu zbyt wielkiego znaczenia.

Czasem chodzi o to, by w potoku słów napisać to jedno zdanie, które utkwi komuś w pamięci i być może sprawi, że ten ktoś zyska nową perspektywę.

Czy warto w dzisiejszych czasach założyć blog?

Nie odpowiem Ci wprost na to pytanie, bo wykracza ono poza ramy zaplanowane dla tego artykułu. Ale jeśli interesuje Cię ten temat, to zapraszam na #logolive w grupie na FB, na którym postaram się więcej o tym opowiedzieć.

Być autorem…

Bycie autorem może nauczyć wielu rzeczy. Czasem warto spróbować dla samego spróbowania. Nigdy nie wiesz dokąd Cię to zaprowadzi. A może stanie się jedną z Twoich zawodowych dróg? Kto wie! 🙂