Sytuacja edukacyjna, diagnostyczna i terapeutyczna polskich dzieci w Anglii

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter

Czy dostęp do opieki logopedycznej w Anglii jest łatwy? Jak wygląda praca logopedy z polskimi dziećmi w Anglii? Jeśli zamierzacie rozpocząć życie w UK razem z rodziną i dziećmi lub zastanawiacie się, czy wrócić czy zostać, a wasze pociechy potrzebują opieki logopedy, zapoznajcie się ze spojrzeniem kogoś, kto obserwuje sytuację na co dzień. Okiem polskiego logopedy w Anglii patrzy Pani Kamila Czachorowska* prowadząca stronę Logopasja.pl – autorka poniższego artykułu.

 

K. Cz.: Od ponad 2 lat pracuję w Anglii jako logopeda z polskimi dziećmi. Przez ten czas miałam wiele okazji słuchać historii dzieci, które się do mnie zgłaszają. Czasem są to historie zwyczajne, czasem śmieszne. Jednak wiele z nich jest zaskakujących i jednocześnie przerażających. Często też dostaję e-mail’e z pytaniami od rodziców, którzy pytają, czy mogą spokojnie wyjechać do Anglii z dzieckiem, które ma potrzebę terapii. Zawsze, na każde pytania odpowiadam indywidualnie. Postanowiłam także podzielić się swoimi spostrzeżeniami z Wami.

Jak wygląda nauka w szkole w Anglii?

W Anglii rok szkolny rozpoczyna się od pierwszego lub drugiego tygodnia września i trwa do drugiego lub trzeciego tygodnia lipca. Podzielony jest na 3 semestry (jesienny, zimowy i letni). Przerwy w szkołach brytyjskich są częstsze i dłuższe niż w Polskim systemie edukacyjnym. Dzieci mają tzw. half-term break czyli przerwę w połowie semestru.

Taki sposób organizacji pracy w szkole ma swoje „plusy i minuty”. Zaletą jest na pewno to, że dzieci mają więcej sposobności do dłuższych wyjazdów z rodzicami i wspólnego spędzania czasu. Wadą jest to, że w przypadku małych dzieci trudniej jest o adaptację w szkole. Częste przerwy „wybijają dziecko z rytmu” chodzenia do szkoły.

Dużym „plusem” angielskiej edukacji jest to, że dzieci uczą się zupełnie inaczej niż w Polsce. Opracowują wiele projektów, pracują w grupach, poznają kultury, religie i języki poprzez bezpośredni kontakt z nimi i organizowane specjalne dni w szkole np. o Polsce. Jest dużo nauki przez zabawę, głównie w młodszych grupach wiekowych. Podejście do dzieci jest bardzo indywidualne. Każde z nich ma wyznaczone cele do osiągnięcia i to z nich „jest rozliczane” na koniec semestru i roku szkolnego. W brytyjskim systemie edukacji dzieci bardzo szybką uczą się czytać, pisać i liczyć.

Dzień w szkole zaczyna się od około 8:45 a kończy około 15: 15. W niektórych placówkach godziny rozpoczęcia i zakończenia dnia przedstawiają się inaczej ale zazwyczaj oscylują w przedziale czasowym podanym powyżej.

Dzieci mają obowiązek uczęszczać do szkoły od pierwszego semestru, przypadającego po ich 5-tych urodzinach. Najczęściej jednak bywa tak, że rozpoczynają one edukację wcześniej. Dzieje się to zazwyczaj kiedy skończą 4 lata. Chodzą wtedy, w polskim rozumieniu, do zerówki. Oczywiście przed rozpoczęciem szkoły mogą uczęszczać do przedszkola.

Diagnoza logopedyczna okiem polskiego logopedy w Anglii

Na diagnozę do mnie trafia bardzo dużo małych dzieci: 2 – 3 latki, które nie mówią. Ich historia zazwyczaj przedstawia się tak:

Wychowują się w rodzinach polskich i nie mają kontaktu z placówkami brytyjskimi i językiem angielskim. Kiedy ich rodzice zgłaszają się do GP (lekarz pierwszego kontaktu) zostają odesłani z kwitkiem i słyszą tłumaczenie, że dziecko jest małe, że wyrośnie, że ma dwa języki do opanowania, a to je opóźnia i żeby czekać, bo ma jeszcze czas. Rodzice czasem czekają, czasem nie dają za wygraną i jadą do Polski na diagnozę lub przyjeżdżają do mnie. Rozmawiam z nimi, wypytuję o wiele kwestii, diagnozuję dziecko i bardzo często jest niestety tak, że dziecko „rozwojowo kuleje”, a co za tym idzie ma problemy z mówieniem. Ba, co tam mówienie, trudna jest jakakolwiek komunikacja. Co gorsza, gdy proszę o dodatkowe badania (słuch, psycholog, neurolog dziecięcy), które rodzice w większości wykonują na własna rękę w Polsce, potwierdzają się moje obawy, że dziecko ma cechy autystyczne i wymaga pomocy terapeutycznej od wczoraj.

W takiej sytuacji zadaję sobie pytania. Dlaczego wiele problemów polskich dzieci w Anglii jest bagatelizowanych? Zrzuca się je na kark dwujęzyczności, w którą dziecko nie zaczęło jeszcze wchodzić. Faktem jest, że wychowuje się ono w Anglii, ale funkcjonuje w tzw. przeze mnie „małej Polsce” – dom, rodzice, rzadziej dziadkowie i ewentualnie polscy znajomi rodziców z dziećmi.

W Anglii co prawda, każdego 2 latka obowiązuje tzw. bilans 2-latka. Rodzice wypełniają wtedy kwestionariusze, do domu przychodzi pielęgniarka środowiskowa i rozmawia z rodzicami. Odnotowuje sygnały niepokojące, zdarza się, że obserwuje i diagnozuje dziecko ale najczęściej daje mu czas, wyznaczając odległy termin następnej wizyty. Jeżeli dziecko zrobiło progres ale dalej ma problemy i tak nic nie zleca, bo dziecko „idzie do przodu” tyle, że w tempie wolniejszym niż rówieśnicy. Analizuję niejednokrotnie te diagnozy i moim zdaniem, gdy dziecko jest opóźnione w niektórych umiejętnościach np. o rok to chyba nie warto czekać, prawda?

W momencie, gdy bilans 2-latka wypadnie bardzo słabo dziecko może być skierowane do brytyjskiego logopedy, do którego trafi na np. 6 sesji po 20 minut. A co dalej? Potem, gdy je zakończy jest zapisywane w kolejkę oczekujących na kolejne 6 sesji po 20 minut…

Poważniejsza diagnoza w przypadku tych dzieci rozpoczyna się, gdy pójdą one do zerówki lub szkoły i nauczyciele zauważą „coś” niepokojącego. Chociaż brak mowy bardzo często nie wystarczy, ponieważ dziecko werbalizuje. Tyle, że brytyjskie nauczycielki nie znają języka polskiego i uważają, że dziecko mówi, tylko że po polsku. Stąd problem w zrozumieniu go i dogadaniu się z nim. W tym przypadku bardzo pomocne są polskie nauczycielki lub polskie nauczycielki wspomagające. Często to one sygnalizują, że coś jest nie tak. Dopiero w momencie zaobserwowania niestandardowych zachowań i reakcji, relacji z rówieśnikami, itp. dziecko jest kierowane do GP, który zleca badania. Dziecko trafia do logopedy, który w szkole zazwyczaj
bywa okazjonalnie a nie jest jego pracownikiem. Dziecko ma wtedy około 4 lat. Zanim zostanie mu postawiona diagnoza mija około 12 miesięcy. Praca z nim zaczyna się stosunkowo za późno. Terapia prowadzona jest wtedy przez osobę w najlepszym wypadku kierowaną przez logopedą. Nie zawsze jest to osoba wykwalifikowana do takiej roli. Sytuacja wygląda inaczej, gdy dziecko trafi do szkoły specjalnej i tam rozpocznie naukę.

Dziecko nie mówi? – to nie zawsze jest „zwykły” opóźniony rozwój mowy (ORM)

Kolejna historia. Dziecko poszło do szkoły, nie mówi, nie komunikuje się, nie powtarza. Rodzice wiedzą, że dziecko ma problem, bo językiem polskim dziecko też nie posługuje się tak, jak powinno. Trafiają do mnie. Diagnozuję problem z rozumieniem mowy, pamięcią, procesami lewopółkulowymi, itd. Z biegiem terapii okazuje się, że to np. niedokształcenie mowy o typie afazji a nie zwykły ORM. Jednak w szkole problem jest pomijany i ponownie zrzucany na dwujęzyczność. Nikt nie pyta rodziców, czy dziecko ma problemy z nauczeniem się języka polskiego. Dopiero po jakimś czasie, po wielu prośbach rodziców i zrozumieniu sytuacji przez nauczyciela, dziecko trafia pod opiekę logopedy, który dziecko obserwuje raz na 3 miesiące. Nie diagnozując, nie pracując z nim, nie znając możliwości ani całej sytuacji wystawia oględne opinie na jego temat. I tym oto sposobem dziecko w wieku 6 lat trafia cudem na usystematyzowane zajęcia raz na dwa tygodnie po 20 minut… Dodatkowo dostaje indywidualne zajęcia 3 razy w tygodniu po 10 minut każde.

Współpraca logopedów z rodzicami w UK

Słyszę bardzo często, że rodzice nie wiedzą w jaki sposób logopeda pracuje z ich dzieckiem. Jeżeli trafi ono na terapię, to wszystko co jest z nim robione zamyka się na zajęciach z terapeutą. Terapia nie jest wprowadzana do domu dziecka. Rodzic nie wie co ćwiczyć, jak ćwiczyć. Dostaje czasem szczątkowe informacje lub polecenia ale nie przestrzega ich, ponieważ nikt nie wytłumaczył mu po co ma coś robić. Rodzic nie jest traktowany jako partner w prowadzeniu terapii. To przykre, bo gdy ci rodzice zaczynają zajęcia u mnie są bardzo chętni do pracy i co więcej, są niesamowicie zainteresowani terapią. Pytają, słuchają, chcą działać.

Coraz więcej dzieci ma poważniejsze zaburzenia mowy i komunikacji

Inna historia. W tej chwili dzieci z wadami wymowy na moich zajęciach to prawdziwa rzadkość. Kiedy rozpoczynałam pracę w Anglii stanowiły one około 80% wszystkich moich pacjentów. Teraz stanowią one około 30%. Reszta to niestety dzieci z większymi problemami. Fonetyka i fonologia języka angielskiego różni się znacznie od fonetyki i fonologii języka polskiego. Co w języku angielskim jest normą w języku polskim wykracza już poza nią. Angielscy logopedzi nie skupiają się aż tak bardzo na poprawnej wymowie. Wyjątki od tej reguły stanowią dzieci, u których występuje tak rozbudowana dyslalia wieloraka, że kiedy dziecko trafia do mnie, to nie wiem „w co ręce włożyć”.

Takich przykładów można mnożyć w nieskończoność. Jak w każdej rzeczywistości można dostrzegać wiele wad i zalet. Podobnie jest w Anglii. Jedno jest pewne, system angielskiej edukacji, diagnoz i terapii jest zupełnie odmienny od polskich realiów.

  • Więcej o tym jak wygląda praca polskiego logopedy w Anglii – TUTAJ
  • O tym jak powinien wyglądać rozwój Twojego dziecka, bez względu na to czy wychowuje się ono w Polsce czy w poza jej granicami – TUTAJ

Autor: Kamila Czachorowska – neurologopeda, www.logopasja.pl

* W artykule opisane zostały osobiste doświadczenia i subiektywne opinie Autorki.