O przeciąganiu liny

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Tweet about this on Twitter
Twitter

Przeciąganie liny to jedna z ulubionych konkurencji niektórych logopedów. I wcale nie mam na myśli zabaw z podopiecznymi.

Nadrabiam ostatnio zaległości czytelnicze i zapuszczam się w takie zakamarki, do których nie chciałabym dotrzeć, bo zaczynam wątpić w sens wszelkiej edukacji, studiów i prób zasypywania rowów w tym naszym logopedycznym piekiełku.

Najbardziej mnie smuci i złości zarazem, gdy czytam na naszym logopedycznym podwórku: „moja metoda lepsza niż twoja”, ” a to zaburzenie nazywa się tak”, „a nie bo nazywa się inaczej”, ” wędzidełko podcinać!”, „nie podcinać!”

To są strzępy dyskusji prowadzonych oczywiście w sieci między logopedami, ale jest ich bardzo, bardzo dużo. Dysputy są o metodach, normach, testach, terminologii, pomocach dydaktycznych i wielu innych sprawach związanych z terapią. Sens tych dyskusji sprowadza się ostatecznie do próby rozstrzygnięcia, kto ma rację. Właściwie wszystkie strony są przekonane, że ją mają.

Nasze środowisko logopedyczne JEST podzielone. I to na więcej części niż się nam z naszej mikro perspektywy wydaje. Wielość ośrodków naukowych, które ze sobą konkurują, wielość metod, których zwolennicy i przeciwnicy zaraz chyba będą urządzać pikiety. Różnimy się między sobą nawet używaną terminologią, która jest charakterystyczna dla ośrodków, w których się kształciliśmy. Zaś dwie największe organizacje zrzeszające logopedów, mówiąc oględnie, nie współpracują ze sobą. Można się pogubić.

Po co to wszystko piszę? Byśmy nie zapomnieli, że w tym wszystkim jest takie SZKIEŁKO, przez które powinniśmy patrzeć podejmując jakiekolwiek decyzje terapeutyczne.

Tym szkiełkiem jest każdy konkretny CZŁOWIEK względem którego podejmujemy decyzję o rodzaju pomocy, którą od nas dostanie. To on jest najważniejszy…