Logopeda oraz blaski i cienie pracy na swoim

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter

Chciałabym Wam powiedzieć: Taaaak! Idźcie na swoje! Po co marnować życie w szkołach i przedszkolach! Na swoim super! Same radości: pieniądze płyną do Ciebie szerokim strumieniem, urlop bierzesz kiedy chcesz, w roku szkolnym wstajesz o 10 rano, dzień zaczynasz od kawy i przejrzenia  newsów z sieci. Potem idziesz na zajęcia gdzieś tak na 12:00. Pracujesz do 18:00 i biznes się kręci 😉 Ale tak nie jest.

Obiecałam Wam artykuł o blaskach i cieniach pracy u siebie. Oto spełnienie mojej obietnicy. Gdy ktoś ma dla Ciebie dwie wiadomości jedną dobrą drugą złą. Którą wybierasz na początek? Ja zawsze tą złą. Wolę wiedzieć o najgorszym najpierw, a lepszym osłodzić smutek. Jeśli też tak wybierasz, czytaj dalej. Jeśli najpierw wybierasz dobrą, przeskocz do blasków, a cienie poczytaj później. Ok?

Zakładam taką sytuację, że chcesz prowadzić firmę (albo już prowadzisz, ale od niedawna) i chcesz zarabiać wyłącznie poprzez prowadzenie prywatnych zajęć logopedycznych. Masz jakiś lokal, pokój –  własny lub wynajmowany, moce przerobowe, duże nadzieje i jeszcze większy entuzjazm. Gotowi na zimny prysznic? No to zaczynamy.

Cienie

Otóż moi drodzy. Praca logopedy we własnym gabinecie to jest praca głównie popołudniami i wieczorami. Jeśli tak zdecydujesz to być może nawet w soboty. Dlaczego? Bo większość ludzi, którzy są gotowi zapłacić za Twoje usługi przed południem jest w pracy. Zaś dzieci, które są głównymi odbiorcami tych usług są w tym czasie w szkole lub przedszkolu. Jeśli nie masz rodziny, albo nie masz własnych dzieci, to ten stan rzeczy (czyli praca popołudniami) być może nie będzie Ci przeszkadzać. Ale jeśli masz rodzinę, dzieci lub marzysz o jej powiększeniu weź ten fakt pod uwagę.

Liczba godzin, w których możesz po południu pracować jest naprawdę ograniczona. Dorośli wracają z pracy o 16-17 (wyjątkowo mogą się zjawić już o 15:00 lub wcześniej). I od tego momentu dnia zaczynają się w gabinetach logopedycznych godziny szczytu. Trwają mniej więcej do godziny 18:00-19:00, bo do tych godzin nasi najliczniejsi podopieczni wytrzymują. Kończenie pracy z dzieckiem o 20:00… Hmmm… Wiem, że logopedzi tak robią, ale – szczególnie w okresie jesienno-zimowo-wczesnowiosennym – jest to bardzo trudne do przeprowadzenia. Między 19:00 a 20:00 dzieci już nic nie kodują. Możesz więc sobie policzyć ile jest godzin efektywnej pracy w ciągu tygodnia, pomnożyć przez proponowaną stawkę i będzie Ci łatwo przekalkulować ile trzeba wypracować godzin, by nie tylko utrzymać firmę (opłaty), ale jeszcze zarobić. Piszę z perspektywy mieszkańca niedużego miasta. Być może się mylę i w dużym mieści jest możliwe przyjmowanie prywatnie od godzin porannych i jest pełne „obłożenie”. Jeśli tak – dajcie mi koniecznie znać.

Zapomniałabym napisać o tym, że popołudniami konkurujesz z milionem innych zajęć, na które jest zapisane dziecko. Jeśli dziecko oprócz zajęć logopedycznych jest zapisane na piłkę, basen, dżudo i konie itp., do tego ma rodziców ulegających jego zachciankom i nie cierpi się porozumiewać werbalnie, bo w krótkich przerwach między milionem zajęć łapie za smartfon, to jak myślisz, kto wygra w tej konkurencji? Prędzej czy później takie dziecko odpadnie. Chyba nawet prędzej niż później.

Do tego wszystkiego weź pod uwagę, że istnieją okresy przestoju i słabszej koniunktury takie jak wakacje (pisałam o tym ostatnio). Poza tym dzieci chorują. Zdarzają się takie momenty w roku, gdy jeden rodzic za drugim odwołują zajęcia bo dzieci są chore. A ZUS-ik trzeba nakarmić 😉 Jeśli do tego wynajmujesz pomieszczenie, to również kieszeń właściciela trzeba napełnić. Twoje potrzeby są dopiero następne w kolejności. Oprócz tego wszelkie dłuższe święta, albo święta przypadające w środku tygodnia też gmatwają nam plany zawodowe.

Pracując wyłącznie u siebie nie masz dwumiesięcznych wakacji. No chyba, że zawiesisz na ten czas firmę i czerpiesz dochody z innego źródła (ale założyliśmy na potrzeby tego artykułu, że chcesz się utrzymywać z własnej działalności prowadząc jedynie zajęcia prywatne), albo masz odpowiedni bufor finansowy, który pozwoli Ci przeżyć przez dwa miesiące.

Prowadzenie firmy kosztuje już od pierwszego dnia. Nawet jeśli nie płacisz podatków, bo nic nie zarabiasz, to ZUS trzeba płacić. A po dwóch preferencyjnych latach prowadzenia firmy jest on naprawdę spory (na chwilę obecną czyli lipiec 2018 jest to ponad 1200 zł za samego właściciela firmy o ile nikogo nie zatrudnia).

Prowadzenie własnej firmy wiąże się też z koniecznością nadążania za zmieniającymi się w błyskawicznym tempie przepisami. Nawet jeśli księgowość prowadzi Ci biuro rachunkowe, to wypada orientować się w najważniejszych zmianach, bo ludzie są tylko ludźmi. Jeśli na dodatek prowadzisz samodzielnie księgowość, to masz duuużo papierkowej roboty (albo elektronicznej).

No dobrze, ale po co w takim razie zakładać firmę?

Blaski

Pracując – nazwijmy to ogólnie – „u kogoś” realizujesz wszelkie absurdy, które przełożony wymyśli oraz te, które wymyślą stojący nad nim. Nie ważne, czy wynikają one z przepisów prawa, czy z aktualnej potrzeby Twojego przełożonego (częściej z tego drugiego). Pracując u siebie realizujesz przede wszystkim swoje wyobrażenia o swoim życiu zawodowym. I to jest chyba największa, najbardziej magiczna i najbardziej pociągająca rzecz w byciu własnym szefem! Jest tak magnetyczna, tak silnie pociągająca, jest takim afrodyzjakiem zawodowym, że jesteś gotowa / gotów zdobyć się na dużo cięższą pracę niż ta na etacie, byle tylko mieć możliwość kreowania rzeczywistości po swojemu. Poza tym nikt się nie dziwi, że po południu jesteś logopedą a przed południem na przykład wyplatasz koszyki z wikliny, bo jest to Twoją pasją. Przecież Ci wolno. Jesteś na swoim! Ten temat rozwinę innym razem, a tymczasem podam jeszcze kilka plusów pracy u siebie.

Pracujesz z podopiecznym 1 na 1. Wspaniałe uczucie! Dużo łatwiej się wtedy pracuje ze względu na to, że uwaga skupiona jest na jednej osobie i jednocześnie daje to lepsze efekty terapeutyczne.

Pracujesz w swoim rewirze. Czy jest to pokój, pomieszczenie, czy kawałek biurka – jest TWOJE. Masz tam swoje pomoce, swoje przybory, nikt Cię stamtąd nie wyrzuca. Wiesz, co masz w zasięgu ręki, wiesz po jaką pomoc sięgnąć gdy zaistnieje nagle taka potrzeba. Jesteś u siebie. Masz takie pomoce, jakie sama sobie dobrałaś. Ładne, kolorowe, urozmaicające zajęcia. A nie ciągle te szare kserówki.

Ponieważ masz więcej czasu na każdego podopiecznego jesteś w stanie nawiązać z nim lepszą relację, taką bardziej… ludzką. No jest to nie do przecenienia! Dzięki temu obydwie strony terapii są gotowe dać z siebie więcej.

Jesteś w stanie nawiązać lepszą relację z rodzicami Twojego podopiecznego, a przez to więcej ich nauczyć i lepiej wesprzeć w procesie terapii dziecka. Kolejny bezdyskusyjny plus.

To są chyba najważniejsze rzeczy, które nas nęcą w perspektywie posiadania własnej firmy. Minusy są jednak bardzo silne. Jeśli Cię one nie zniechęciły, to spodziewaj się następnych artykułów z serii „Logopeda na swoim”. Przeszliśmy razem przez  „Cienie”, teraz powinno być już bardziej pozytywnie.

Temat Cię wciągnął? Zajrzyj do grupy Logopeda na swoim.