dziecko jest nadmiernie obciążone

Gdy dziecko jest nadmiernie obciążone

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on Twitter

Dziś mamy dostęp do nieograniczonej ilości dodatkowych zajęć edukacyjnych, bombardowani jesteśmy ogromną ilością bodźców. Chcemy zapewnić dzieciom wszystko, co najlepsze. Tylko czasem w tym pędzie nie zauważamy, że nasze dzieci są po prostu przeciążone.

W rozmowach między rodzicami pojawiają się coraz częściej swoiste „licytacje” dotyczące tego, w jakich zajęciach dodatkowych (pozalekcyjnych lub pozaprzedszkolnych) biorą udział ich dzieci. Dodatkowy angielski lub inny język, basen, balet, zajęcia ze sztuk walki, zajęcia plastyczne, szkoła muzyczna, szachy… nie wymienię nawet dziesiątej części z dostępnych możliwości. Motywacje takiego stylu życia są zawsze szczytne: aby miało dobry start w dorosłe życie, aby miało lepsze możliwości, bo ja takich nie miałam / miałem.  Czy tylko ja słuchając tych rozmów (a czasami biorąc w nich czynny udział jako rodzic lub terapeuta) nie mogę się oprzeć wrażeniu, że te małe istoty coraz częściej są bardziej „zajęte” niż my dorośli? Że nie mają chwili wytchnienia i czasu na swobodną zabawę?

Do gabinetu coraz częściej zapraszam rodziców zwracając ich uwagę na trudności dziecka z koncentracją uwagi. A kiedy siadamy i zaczynamy rozmawiać okazuje się, że wiodą tryb życia „od jednego obowiązku do drugiego”. Bo przecież – nie oszukujmy się – nawet najbardziej ukochane przez dziecko zajęcia dodatkowe są dla niego wyzwaniem i obowiązkiem. Takie dzieci są zajęte przez 5-6 dni w tygodniu non stop. Od rana do wieczora, gdy zmęczone padają nosem w poduszkę – lub przeciwnie z powodu nadmiaru bodźców nie mogą zasnąć. Z przedszkola lub szkoły pędzą każdego dnia na inne zajęcia, a kiedy przychodzi czas na odpoczynek, nie umieją się niczym zająć, bo nie przywykły do wymyślania same sobie zajęcia.

Przeciążone dziecko w rzeczywistości przedszkolnej lub szkolnej

Co gorsza ten stan zaczyna przekładać się na ich funkcjonowanie w szkole lub przedszkolu. Są coraz bardziej rozkojarzone, uciekają gdzieś myślami, „zawieszają się”, przejawiają nadmierną ruchliwość lub wręcz przeciwnie – stają się wycofane. Podczas pracy terapeutycznej obserwuję to jako znacznie słabsze radzenie sobie z zadaniami, które wcześniej nie sprawiały  dziecku trudności. Takie przestymulowane dziecko słabiej koncentruje uwagę np. podczas ćwiczeń buzi i języka  lub wtedy, gdy utrwalamy materiał językowy. U takich dzieci pojawia się też odmowa współpracy w czasie zajęć . I tak na przykład dziecko, które do tej pory dobrze współpracowało „blokuje się” i unika zadań wymagających choćby najmniejszego wysiłki. W końcu przeciążenie dziecka nadmierną ilością bodźców i zajęć może mieć przełożenie na długość terapii. Takie dzieci wolniej włączają nowe umiejętności językowe do codziennych sytuacji, bo… są przeładowane bodźcami i informacjami, których nie dają rady przetworzyć.

dziecko jest nadmiernie obciążone

Przestymulowanie występuje wówczas, gdy układ nerwowy nie radzi sobie z nadmiarem wrażeń zmysłowych oraz nowych informacji. Wówczas w mózgu panuje chaos, który ma odzwierciedlenie w zachowaniu dzieci. Takie dzieci mogą też sprawiać wrażenie, że ”nie słyszą co się do nich mówi”. Ale  po dokładniejszych obserwacjach okazuje się, że słyszą, ale nie „kodują”.

 

Odnaleźć złoty środek

Zdrowym środowiskiem dla rozwoju dzieci jest takie, które nie będzie zbyt obfite w różne doświadczenia, ponieważ muszą sobie dać radę z bodźcami, które do nich docierają, a jak wiadomo – każde dziecko jest inne i robi to w swoim własnym tempie. Warto uważnie przyglądać się swoim pociechom i często zadawać sobie pytania: czy ilość zajęć i bodźców, jakie funduję dziecku to nie za duża porcja na tak małego człowieka?, czy moje dziecko jest nadmiernie obciążone? Czy ten młody człowiek coś utraci, jeśli nie skorzysta z bogatej oferty edukacyjnej od razu w pierwszych latach życia? Moim zdaniem utraci niepowtarzalną okazję do swobodnych, niczym nie skrępowanych zabaw, utraci okazję do rozwoju własnej kreatywności, utraci na starcie  dystans i jako „wiecznie-zajęte-dziecko” pewnego dnia stanie się „wiecznie-zajętym-dorosłym”, utraci szansę na nauczenie się, że życie to nie tylko praca i „zdobywanie kolejnych poziomów”.  O emocjonalnych skutki takiego stylu życia więcej opowiedzieliby psychologowie.  I – żebym nie była opatrznie zrozumiana – nie chodzi o to, żeby dziecko zamknąć w czterech ścianach i niech teraz bawi się własnymi paluszkami. Chodzi o to, aby nie popaść w pułapkę „ciągłego-robienia-czegoś-dla rozwoju”. Wszak doba ma tylko 24 godziny, a tydzień – 7 dni.