Nie będę ćwiczyć, czyli mały buntownik na terapii

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on Twitter

Mimo naszych usilnych starań, urozmaicania zajęć i motywatorów w postaci drobnych nagród, nie wszystkie dzieci chętnie ćwiczą na zajęciach z logopedą. Czują opór przed przyjściem na zajęcia. Czasem reagują wręcz płaczem lub buntem, a gdy już jakoś uda się mamie lub tacie nakłonić malucha do wejścia do gabinetu, to zaczyna się swoisty teatr.

Wiele razy miałam do czynienia z takimi buntownikami. Każde dziecko miewa czasem gorsze dni i nie chce ćwiczyć. Zamyka się w sobie, wycofuje lub odwrotnie – buntuje się, otwarcie wyrażając, co myśli o logopedzie i jego zajęciach. Tak, jak różne są dzieci, tak nie ma jednego uniwersalnego sposobu, żeby poradzić sobie z dziecięcym buntem i związanymi z nim emocjami. Jeśli chcesz poznać moje doświadczenia, czytaj dalej.

Buntownicy „chwilowi”, których spotkało coś emocjonującego

Dzieci są bardzo emocjonalne, a ich emocje widać, jak na dłoni, bo nie potrafią ich jeszcze tak dobrze skrywać, jak dorośli (czasem to zaleta!). Praca z dzieckiem, to w dużej mierze praca z jego emocjami, więc warto uczyć się je rozpoznawać i radzić sobie z nimi radzić. Gdy dziecko przeżywa jakiś trudny moment (trudny z jego punktu widzenia, a z punktu widzenia dorosłych niedoceniany), ma zły dzień i przychodzi do gabinetu naładowane emocjami, to ciężko się z nim pracuje. Ciało jest obecne, a głowa, jakby gdzieś indziej. Zamiast współpracować, jak zwykle, zaczyna negować każdą propozycję i nie ma ochoty na wysiłek i współpracę.

Jak wtedy reaguję? Po pierwsze muszę dostrzec, że źródło emocji niekoniecznie tkwi w tych naszych zajęciach logopedycznych. Po drugie staram się pomóc dziecku odnaleźć prawdziwe źródło tego, co aktualnie przeżywa i szukam przyczyny tego, że nie chce mu się ćwiczyć. Po trzecie pomagam dziecku te emocje rozładować w bezpieczny, akceptowalny sposób. Potem już jest łatwiej.

Buntownicy, którzy lubią rządzić

Jest pewna grupa dzieci, które bardzo lubią przejmować kontrolę nad dorosłymi lub sytuacją (albo nad jednym i drugim). Obserwując bliżej relacje rodzinne, w których takie dzieci żyją zauważam, że w ich rodzinach relacja rodzic – dziecko bywa zaburzona. Polega to na tym, że otoczone słabymi dorosłymi dzieci wchodzą w rolę „przewodnika stada” próbując na każdym kroku pokazać, że to one rządzą. Gdy im się to nie udaje, reagują buntem lub wycofaniem się, a w przypadku zajęć odmową współpracy. Z takimi dziećmi trudno pracować, bo nie uznają zwierzchności nad sobą, z trudem podporządkowują się panującym zasadom. Praca z nimi jest o tyle skomplikowana, że ich rodzice także bywają trudno współpracującymi osobami. Są słabymi dorosłymi, którzy pokrywają wewnętrzną słabość jakąś zewnętrzną pozą imitującą pewność siebie. Często nie widzą problemu w zachowaniu dziecka i uważają, że wychowawca lub terapeuta „czepia się” zwracając uwagę na to, że dziecko nie umie dostosować się do panujących reguł. Niektórzy rodzice przyznanie się „tak nie daję sobie z dzieckiem rady” traktują jako usprawiedliwienie. Skoro się przyznałam/przyznałem, to wystarczy. Nie wymagajcie ode mnie nic więcej.

Buntownicy, którzy grają na emocjach i walczą o uwagę

Gra na emocjach polega na tym, że dziecko reaguje negatywnie na sytuację (na przykład płaczem) i jednocześnie wchodzi w rolę „ofiary”. Płacząc daje otoczeniu znać, że dzieje mu się krzywda, choć z obiektywnego punktu widzenia dziecko żadnej krzywdy nie doznaje. Do takich zachowań najczęściej skłonne są dziewczynki (choć zdarzają się też chłopcy) i stosują tę metodę wobec swoich matek, a rzadziej wobec ojców (ciekawe!). Buntownicy grający na emocjach będą doskonale wyczuwać i wykorzystywać KAŻDĄ możliwość, by poprzez wejście w rolę „ofiary” uniknąć wykonania niewygodnych zadań. Takie dzieci często reagują płaczem na perspektywę zajęć, pomimo, że nie mają z nich żadnych negatywnych doświadczeń. No chyba, że negatywnym doświadczeniem nazwać wysiłek, który muszą podejmować na zajęciach, aby brać w nich czynny udział – dla niektórych dzieci nieprzyzwyczajonych do wysiłku to rzeczywiście może być traumatyczne przeżycie. Zaznaczam, że niekoniecznie robią to wszytko świadomie. Zazwyczaj robią to instynktownie.

Bywa, że postawa „ja nie chcę ćwiczyć” jest tematem zastępczym, na którym próbują „wygrać” uwagę rodzica. No bo co się dzieje, gdy dziecko jęczy rodzicowi, że nie chce do pani logopedy? Rodzic wie, że te zajęcia są potrzebne, więc zaczyna dyskutować z dzieckiem i przekonywać do swoich racji. Na co dziecko ze zdwojoną siłą, że ono nie będzie chodziło. I tak zaczyna się nakręcać pętla emocji. Dziecko dostaje to, czego najbardziej szuka, czyli uwagę rodzica, a rodzic zaczyna myśleć, że z tą logopedą to chyba coś nie tak (???), no booo… dziecko płacze z jej powodu!

Jak sobie radzę z takimi sytuacjami? W miarę możliwości staram się o tych emocjach rozmawiać nie tylko z rodzicami, ale i z dziećmi. Okazuje się, że to, co dzieci nazywają NUDNYM jest dla nich tak naprawdę TRUDNE. Nie boją się pani logopedy, tylko boją się, że czegoś nie umieją, obawiają się że napotkają trudności, których nie zdołają pokonać. Nie wierzą w siebie i nie lubią uczucia, gdy sobie z czymś nie radzą. Czasem wystarczy porozmawiać z dzieckiem, aby dowiedzieć się, co naprawdę „w trawie piszczy”. Dzieci bywają zaskakujące! Bystre, spostrzegawcze, rozumne i świetnie opisują to co czują! I znowu rozbrojenie emocji górą! Ale gdy opór i lęk przed „nowym” okazuje się zbyt silny, skupiamy się na materiale, który dziecko już zna i dobrze opanowało. Nie pędzimy do przodu za wszelką cenę.

Najmłodsi buntownicy – dzieci ze słabo rozwiniętą świadomością, żyjące tym, co tu i teraz

Pewna grupa buntowników to dzieci, które są zbyt małe, by zaakceptować coś innego niż zabawę. One mają swój pomysł na to, co będą w danej chwili robić.  Żyją tu i teraz i jest to normalny etap rozwoju dziecięcej świadomości. Nie rozumieją dlaczego muszą przerwać zabawę i iść do jakiejś pani, gdy w tym czasie ich rówieśnicy mogą bawić się w najlepsze. Spotykam takie dzieci szczególnie wśród najmłodszych przedszkolaków, ale również wśród starszych. W przypadku tych buntowników musi upłynąć pewien czas, zanim zrozumieją, że u pani logopedy też może być fajna zabawa. No właśnie, zabawa! Tu pomaga cierpliwość, stopniowe wprowadzanie dziecka w nowe wyzwania i oczekiwania, dzielenie zajęć na krótkie odcinki i urozmaicanie ich różnymi zabawami. Dlatego terapia trzylatków będzie inna niż terapia 5-6 latów, bo trzeba uwzględnić ich aktualny etap rozwoju emocjonalnego.

Bunt wynikający z przeciążenia i stawiania przez rodziców zbyt wysokich wymagań

Pisałam już o nadmiernym obciążaniu dzieci w TYM artykule. Dzieci nadmiernie obciążone bardzo źle znoszą stawiane przed nimi wymagania. Bunt jest u nich dość częstą reakcją. Dla takich dzieci ważny jest komunikat, że nie oczekujemy od nich rezultatów, tylko działania – oczywiście przekazany tak, by go zrozumiały. Częstą techniką obronną dzieci przeciążonych jest płacz. Lubią używać słów „nie umiem” w odpowiedzi na stawiane im zadania. Nie zawsze wyrażą to słowami. Często płaczą. Dlatego warto uważnie obserwować, jak dzieciaki reagują na ilość różnorodnych bodźców, których doświadczają i ograniczać ich ilość.

Jak sobie radzić z emocjami dzieci (rady dziesięciolatka)

Pracując z dziećmi czy będąc rodzicem trzeba ciągle uczyć się poruszania w gąszczu dziecięcych emocji. Warto tu rozwijać własną świadomość oraz uczyć dzieci rozpoznawać emocje i je nazywać. Świadomość emocji bardzo pomaga w radzeniu sobie z nimi. Dorosłym się wydaje, że świat emocji jest dla dzieci zbyt skomplikowany, ale tak nie jest. Dzieci widzą i rozumieją więcej niż nam się wydaje. Gdy pisałam ten artykuł mój dziesięcioletni syn zerkał mi przez ramię. W pewnej chwili bardzo chciał też coś dopisać do artykułu. Powiedział „pozwól mi coś napisać, ja znam dzieci bo sam jestem dzieckiem”. Pozwoliłam z ciekawości, co też ważnego ma do przekazania i jak rozumie temat. Poprosiłam jedynie o to, by podpowiedział coś dorosłym, którzy mają dziecko łatwo wybuchające z powodu nadmiaru emocji. Tak ze swojego dziecięcego punktu widzenia. I powstały takie oto rady:

  • Nie mów do dziecka ,,nie płacz”, warto wręcz zachęcać do płakania, ponieważ daje to odwrotny skutek, np.: kiedy mówisz ,,płacz dowoli!”, dziecko powoli przestaje płakać i atmosfera jest spokojniejsza.
  • Kiedy dziecko płacze, można również zachęcić do nagrody niematerialnej, np.: ,,jak szybko skończymy zajęcia, to możesz dołączyć do kolegów i koleżanek na placu zabaw”.
  • Gdy dziecko wpada w ,,furię”, pomóż mu rozładować ją poprzez pytania, (spokojnym głosem) czy potrafi nazwać uczucia które teraz czuje ,,co teraz czujesz”, jeśli Ci odpowie, to jesteś na dobrej drodze, by pozbyć się furii.

Wierzcie lub nie, ale nic mu nie podpowiadałam. Napisał tak, jak czuł i rozumiał sytuację. My dużo rozmawiamy w domu o emocjach, dlatego tak trafnie nazwał pewne rzeczy. Trzecia porada  na pierwszy rzut oka może wydawać się bez sensu, bo z mojego dorosłego punktu widzenia dziecko w furii funkcjonuje tak, że nie odpowie, bo nic do niego nie dociera. No właśnie. Ale jeżeli ODPOWIE, to znaczy, że coś już do niego dociera i jesteś na dobrej drodze do pozbycia się furii. No lepiej bym tego nie wymyśliła! 😀

Gdy dziecko się buntuje (także na terapii) chce nam coś powiedzieć. Używa do tego dostępnych mu środków: wycofania, biernego oporu, płaczu, agresji słownej lub fizycznej, słów zaczynających się od „nie”. Nie zawsze komunikaty dzieci należy traktować dosłownie. Mają one swoje drugie, piąte i dziesiąte dno. Powyższy podział jest trochę sztuczny, bo żaden z moich buntowniczych podopiecznych nie był „typowym przedstawicielem” opisanych grup, tylko mieszanką w różnych proporcjach. Warto doskonalić sztukę poruszania się w gąszczu dziecięcych emocji, aby pomóc dziecku je zrozumieć i poradzić sobie z nimi. Bo przecież bunt jest niczym innym jak upustem emocji.

Dziękuję mojemu synowi za dziecięcy punkt widzenia wpleciony w treść tego artykułu 🙂

Jeszcze krótkie info na koniec. Facebook tnie zasięgi. Co to znaczy? To znaczy, że nawet jeśli lubisz profil logopedia praktyczna na Facebooku lub go obserwujesz, może okazać się, że powiadomienia o nowych wpisach i nowinkach z mojej strony docierać będą do Ciebie z opóźnieniem lub wcale. Możesz też zapisać się na newsletter, aby otrzymywać regularne powiadomienia o nowinkach na stronie LP. Wszystkie informacje znajdziesz po prawej stronie lub TUTAJ. Warto się zapisać, ponieważ czasem będą jakieś krótkie akcje z mojej strony, dzięki którym można zyskać fajne dodatki lub bonusy. Nie chcesz zapisywać się do newslettera? Ok. Nie ma sprawy. Ale może jesteś użytkownikiem Instagrama. W takim razie zapraszam do śledzenia mojego profilu na Instatramie. 🙂