Angielski w przedszkolu po 2017 – obserwacje logopedy

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter

Odkąd nauka angielskiego w przedszkolu stała się dla maluchów obowiązkiem, obserwuję, że coraz więcej dzieci zamienia polskie słowa na angielskie. Szczególnie dotyczy to nazw kolorów. Wiele osób, z którymi na ten temat rozmawiałam (byli to inni logopedzi, nauczyciele przedszkolni i rodzice) potwierdziło, że mają podobne obserwacje i nie wiedzą, co o tym myśleć, ani jak z tym walczyć, bo nie są w stanie „przebić się” do dziecięcej świadomości z polskim słownictwem. Dzieci mieszają polskie nazwy z angielskimi, kompletnie nie wiedząc, jakich i kiedy używać.

Zastanawiałam się skąd to się bierze i dlaczego maluchy „wzięły na celownik” właśnie kolory. Po pierwsze wynika to z faktu, że nauka nazywania kolorów zajmuje ważne miejsce w nauce angielskiego, poświęca się jej dużo czasu. Po drugie nazwy kolorów w języku angielskim są, bardziej dźwięczne i melodyjne niż nazwy polskie, ale również są KRÓTSZE. Sami porównajcie, co łatwiej wymówić: czer-wo-ny czy red?, nie-bies-ki czy blue?, ró-żo-wy czy pink? Po trzecie: angliści do nauki kolorów wykorzystują różnorodne piosenki (na okrągło słyszę je w przedszkolach). Zatem nazwy angielskich  kolorów wpadają w ucho, dzięki czemu dzieci łatwiej je zapamiętują.

Dlaczego polskie nazwy kolorów przysparzają dzieciom trudności? Ponieważ nie mają jeszcze ugruntowanych polskich słów, a już uczone są angielskich. Oprócz tego wiele dzieci w wieku trzech-czterech lat nie ma jeszcze świadomości istnienia różnych języków. Na pytanie: „a jak się TO nazywa po polsku?” robią  duże oczy i nie rozumieją, o co są pytane.

Co na to nauczyciele przedszkolni i logopedzi? Większość, z którymi rozmawiałam potwierdza to zjawisko, jest nim zaniepokojona i nie wie, jak sobie z nim dać radę. Inni uspokajają, że to są słowa, które dziecko prędzej czy później przyswoi, jeśli wzrasta w polskim systemie językowym.

Co na to rodzice? Rodzice zazwyczaj cieszą się, że ich pociecha tak łatwo chłonie, że tak szybko opanowuje obcy język. Wielu rodziców zapisuje pociechy na dodatkowe lekcje języka angielskiego poza przedszkolem, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, czy dla dziecka, które ma trudności w rozwoju mowy ojczystej takie dodatkowe lekcje będą korzystne czy też nie.

Dla mnie zjawisko jest niepokojące, ponieważ dla dzieci, których mowa nie rozwija się prawidłowo, które mają duże trudności z opanowaniem polskiego systemu językowego wprowadzanie dodatkowego języka przynosi więcej  szkody niż pożytku. Jestem „ZA” wczesną nauką  języka obcego, ale pod warunkiem, że mowa dziecka rozwija się prawidłowo, harmonijnie i bez zakłóceń, a także pod warunkiem, że uporządkujemy dziecku jakoś te systemy językowe i będziemy uczyli je odróżniać jak i do kogo się mówi.

Co nam pozostaje? Póki co nie mamy wyboru, czy dziecko uczy się angielskiego, czy nie. Ale warto mieć świadomość, że nauka polskich słówek przychodzi dziś naszym maluchom z większym trudem, bo jest silna konkurencja w postaci języka, który jest bardziej melodyjny i pod pewnymi względami prostszy. Jako nauczyciele, terapeuci i rodzice musimy więc zwrócić większą uwagę na to słownictwo, którego dziecko zaczyna używać w obcym języku. Jeżeli dzieci uczą się intensywnie kolorów po angielsku, to równie intensywnie musimy uczyć tychże kolorów po polsku. Korzystnie jest, gdy uczą tego różne osoby. Wówczas dziecko w jakimś momencie zacznie się orientować, że inaczej mówi do pani od angielskiego a inaczej do wychowawcy lub rodzica.

  • http://laboratoriumjezyka.pl Jarek Piwowar

    Jestem nauczycielem angielskiego i pracuje właśnie z dziećmi w wieku przedszkolnym. Zgodzę się z argumentem, że dzieci, które mają wady wymowy i fizjologiczne problemy z opanowaniem poprawnej polszczyzny powinny najpierw rozwiazac ten problem. Natomiast nie widzę żadnego problemu, kiedy trzylatek, który dopiero porządkuje sobie świat, miesza polskie słowa z nielicznymi angielskimi. Tu działa ten sam mechanizm, kiedy próbuję wypowiedzieć jakieś nowe słowo w języku polskim i po prostu je przekręca. I to wcale nie oznacza, że będzie je przekręcał do końca życia. W procesie socjalizacji, cały czas się styka z poprawnymi wzorcami i kwestią czasu jest, kiedy będzie się poprawnie wysławiał. Po angielsku niestety też przestanie mówić.

    Pozwólmy dzieciom próbować i eksperymentować z językiem. Niech zdobywają jak najwięcej doświadczeń językowych. Poza tym proszę mi wierzyć, że znam wiele trzylatków, które przeplatają język polski angielskimi słówkami, ale żadnego nastolatka który mieszka w Polsce, ma oboje rodziców mówiących po polsku, który nieświadomie myliłby język polski z innym językiem:)