Adaptacja w przedszkolu a diagnoza logopedyczna

Godne uwagi? Podaj dalej: Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Tweet about this on Twitter
Twitter

Mamy początek roku szkolnego. W przedszkolach i szkołach wesoły gwar. Dla sporej grupy dzieci przygoda z edukacją dopiero się rozpoczyna. Nowe otoczenie, nowi koledzy i koleżanki, obca pani zamiast mamy, nowe oczekiwania. To wszystko może wywołać u dziecka silną reakcję emocjonalną.

 

adaptacja_02b

Wrzesień to również miesiąc intensywnie prowadzonych diagnoz logopedycznych. Pracując w przedszkolach spotykam się czasem z prośbą wychowawców, aby tym dzieciom, które są „nowe” dać czas i nie poddawać od początku diagnozie. Chodzi o to, aby miały czas zaaklimatyzować się do nowej sytuacji, aby dało się z nimi jakkolwiek popracować. Po tegorocznej „przesiewówce” nasunęło mi się kilka refleksji, którymi chcę się z Wami podzielić. Ciekawią mnie też Wasze spostrzeżenia i obserwacje. Możecie się nimi podzielić w komentarzach.

Logopeda może nawiązać pozytywny kontakt terapeutyczny z dzieckiem, które przeżywa swoje pierwsze dni w przedszkolu.

To prawda – testowałam to wiele razy! Czasem jest takie „obiegowe wyobrażenie”, że logopeda sadza dziecko przed sobą i oczekuje, że ono będzie wykonywało to, co mu się aktualnie powie: pokaże/nazwie obrazek, machnie językiem w tę czy w tamtą stronę i że generalnie ma słuchać i wykonywać polecenia. A przecież kontakt logopedy z dzieckiem to INTERAKCJA. Logopeda z sercem / doświadczeniem naprawdę potrafi dotrzeć do dziecka w taki sposób, że się ono otworzy i będzie choć w minimalnym stopniu współpracowało.  Nie zawsze dzieje się to od razu. Bywają wyjątkowo uparte, żeby nie powiedzieć – zacięte, dzieci, które wyznają zasadę „nie bo nie”. Takie dzieci rzeczywiście potrzebują więcej czasu i bardzo indywidualnych metod, żeby do nich dotrzeć. Jednak – moim osobistym zdaniem – w większości przypadków okres adaptacyjny dziecka w przedszkolu czy szkole nie przeszkadza w skutecznym przeprowadzeniu diagnozy dziecka.

Logopeda może pomóc dziecku będącym w okresie adaptacyjnym.

Nie ma przecież „na głowie” całej dwudziestokilkuosobowej grupy. Jest w stanie podejść do dziecka bardziej indywidualnie, poświęcić mu nieco więcej uwagi (trudno wymagać tego od wychowawcy w licznej grupie dzieci). Takie terapeutyczne / diagnostyczne spotkanie jest dla dziecka okazją do odpoczynku od zgiełku, który panuje w grupie, okazją do nawiązania pozytywnego kontaktu werbalnego z nową osobą, okazją do zaufania komuś nowemu. Wiele razy podczas tegorocznej diagnozy dzieci wchodziły do mojego gabinetu ze strachem i łzami w oczach, a wychodziły spokojne i odprężone.

Podczas diagnoz wrześniowych częściej niż w innych momentach roku możemy mieć do czynienia z jąkaniem i mutyzmem.

To z uwagi na związek jaki owe przypadłości mają ze sferą emocjonalną. Wrześniowa adaptacja to okres wyjątkowo silnych dziecięcych emocji o czym powinniśmy pamiętać stawiając diagnozę.

„Odsmoczanie” czyli rozstanie ze smoczkiem, to ostatnio mój temat numer jeden!

W tym roku znacznie częściej niż w poprzednim obserwuję wzrost liczby dzieci przychodzących do przedszkola, które nie przeżyły jeszcze rozstania ze smoczkiem. Jak to się dzieje? Liczba akcji „antysmoczkowych” systematycznie rośnie, a liczba świadomych rodziców maleje? Czy też dzieci coraz później rozstają się ze smoczkiem? Dla osób, dla których ten temat jest nowy przypomnę, że logopedzi najczęściej nie są zwolennikami używania smoczków przez dzieci. O ile u dziecka do ukończenia 1 roku życia to jakoś ujdzie, to smoczek w buzi 4-5 latka jest chyba lekką przesadą (wierzcie mi na słowo – spotkałam takich!). Postanowiłam nie tracić czasu i opiekę logopedyczną nad takimi smerfami rozpoczęłam właśnie od „odsmoczania”. Jak się za to zabrałam? Krótka pogadanka z dzieckiem o tym kto używa smoczka – jak to kto – dzidziusie. A ty jesteś dzidziusiem, czy jesteś duży? Zwykle pada odpowiedź, że jest duży. No to skoro jesteś duży to nie powinieneś już ssać smoczka, to przecież dla dzidziusiów! Potem następowała zwykle jakaś transakcja: dziecko dostawało pod opiekę misia lub inną zabawkową istotę, którą mogło przytulać. W zamian za to oddawało smoczek, którym przez resztę dnia opiekowała się pani. Smoczek był odkładany wysoko na półkę poza zasięg rączek dziecka, ale zawsze kiedy chciało mogło zerknąć, czy on tam jest. To sposoby dobre na początek „odsmoczania”. Czasem też pomagała transakcja wymiany smoczka na wyjątkową zabawkę, którą dziecko mogło pobawić się na wyłączność. Ciąg dalszy postępowania jak wcześniej. Zapewne przy układaniu się na popołudniową drzemkę te sposoby się nie sprawdzą. Każdy musi poszukać własnych i co ważne – nie zrażać się porażkami. Kiedy dziecko idzie do przedszkola jego zasób słownictwa powiększa się skokowo. Zaczyna rozumieć i używać naprawdę wielkiej ilości nowych słów. Smoczek tylko przeszkadza mu w mówieniu. Pozbądźmy się go jak najszybciej!

I ostatnia refleksja – jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało – dzieci, które rozpoczynają swą przygodę z przedszkolem mówiąc już całkiem dobrze są pewniejsze siebie, szybciej i łatwiej adaptują się do nowej sytuacji. Naprawdę! To nie znaczy, że teraz rodzicie dzieci z trudnościami w tej sferze mają popaść w panikę i zacząć rwać włosy z głowy, że coś przeoczyli. Dla mnie to spostrzeżenie jest jeszcze jednym argumentem, aby jak najwcześniej i w sposób świadomy stymulować rozwój mowy dziecka.

Dodaj komentarz